The Karma Effect - Cruel Intentions - (2026)


 

                    Brytyjski zespół hardrockowy The Karma Effect wydał swój trzeci album, "Cruel Intentions", 15 maja 2026 roku nakładem wytwórni Earache Records .To najbardziej dopracowane i świadome wydawnictwo w dorobku grupy. Album eksploruje motywy miłości, pożądania, ryzyka i mroku, pozostając wierny ich charakterystycznemu modern‑vintage brzmieniu, które łączy klasyczny rock lat 70./80. z nowoczesną produkcją. Aktualny skład zespołu tworzą: Henry Gottelier (wokal, gitara), Robbie Blake (gitara),Nathan Keevil (bas), Alan Taylor (perkusja), Tom Pitt (instrumenty klawiszowe).  

 

                    Utwór "Ride Or Die" to rockowy manifest swobody, gdzie wszystko pulsuje klasycznym riffem, w prostym stylu, ale też bardzo zadziornym, jak jazda przed siebie po pustej drodze, gdzie gitary są soczyste, a sekcja rytmiczna trzyma puls, a wokal prowadzi z naturalną energią, opowiadając o pędzie życie, młodzieńczy ogniu, z lekko buntowniczy charakterem, ale co ciekawe, bardziej romantycznie niż agresywnie, w nowoczesnym wydaniu, ale estetyka retro oraz natura AC/DC, jest tutaj słyszalna, a chóralne śpiewy powodują wyraziste ciarki na skórze. Piosenka "Dangerous Love" jest zmysłowy rockiem, którego nie da się zatrzymać, gdzie riffy niosą intensywność, brud, z wyraźnym wyznacznikiem lat 70 - tych, z emocjonalną pewnością, opowiadając o miłości, która jest niebezpieczna, magnetyczna, ale uczucie wraca mimo rozsądku. Kompozycja "Lady Bohemian" jest melodyjny, romantyczny oraz pastelowa, z wyraźnym amerykańskim oddechem, pokazuje fascynację kobiecą aurę, tajemniczą, gdzie nie ma konfliktu ani mroku. To spojrzenie z dystansu, pełne lekkości i delikatnego zauroczenia. Kawałek "Raised On Rock 'n' Roll" niesie klasyczny oraz riffowy puls lat 70 - tych, wypolerowany nowoczesną produkcją, gdzie jest elegancki brud, stadionowy wydźwięk, opowiadając o dorastaniu w rytmie rocka, że muzyka była pierwszym językiem. To hymn o korzeniach, o tym, co ukształtowało ich jako ludzi i jako zespół. Słychać tutaj Aerosmith, The Black Crowes, Humble Pie, Bad Company w całej rozciągłości, gdzie są południowe wibracje oraz melodyjność. Numer "Bad Manners" ma w sobie dużo luzu,zadziorności, funk - rockowe, gdzie wszystko jest żywe, zespołowe z wyraźnym koncertowym charakterem o przewrotnej grze, zabawę konwencją. Jest to roztańczony, w retro stylu. Utwór "Closest Thing To Crazy" jest duszny, napięty, gęsty oraz każdy dźwięk, opowiadając o emocjonalnym przeciążeniu, gdzie namiętność zaczyna przypominać szaleństwo. To opowieść o uczuciu, które wymyka się spod kontroli, o wewnętrznym rozdarciu między pragnieniem a rozsądkiem, o emocjach tak intensywnych, że stają się niebezpieczne. Słychać tu wyraźnie blues - rockowe granie, retro wibracje.  Piosenka "Waiting On A Miracle" jest bardzo amerykański, drogowy z funkowymi dęciakami, gdzie słychać Rolling Stones z ery Exile, Aerosmith z Margarita Horns, a miłość się katalizatorem zmiany, rozświetla cały mrok.  Kompozycja "Better Luck Next Time" jest bardzo żartobliwy, sprężysty, a sekcja rytmiczna buja z komiksową energią, w filmowym wydaniu, opowiadając o pechu. Kawałek "Long Gone" z refleksyjną grą, ale też pastelowym graniu, a wokal jest łagodniejszy, jakby to było z dystansem, po burzy, opowiadając odejściu i pogodzeniu. To nie jest gniewne rozstanie, tylko moment, w którym człowiek akceptuje, że coś się skończyło. Numer tytułowy "Cruel Intentions" działa jak zmysłowy rdzeń, sekcja rytmiczna trzyma ciężki, namiętny puls, wokal prowadzi z napięciem, pełnym żaru o niebezpiecznych pragnieniach, namiętności, która kusi, a emocjonalny konflikt między rozsądkiem a tym, co ciągnie w stronę ognia.Aerosmith, The Black Crowes, blues‑rockowego ciężaru i ich charakterystycznego modern‑vintage stylu. To fundament brzmienia zespołu: klasyczny rockowy żar, nowoczesna produkcja, sensualny brud. Utwór "One More For The Road" jest przestrzennym finałem, z drogowym wydźwiękiem, gdzie gitary grają jak horyzont, sekcja rytmiczna trzyma pewny, równy puls, a wokal Henry’ego niesie lekkość, która nie jest radością, lecz akceptacją, opowiadając o momencie, w którym człowiek zamyka drzwi i nie ogląda się za siebie.  To piosenka o ruszeniu dalej, o końcu, który nie boli, bo został już dawno przepracowany, z dużym blues - rockowym luzem, w duchu Rolling Stones oraz Aerosmith. 


                    "Cruel Intentions" to album zbudowany na modern‑vintage ogniu, klasyczne barwy lat 70. podane w nowoczesnej, wypolerowanej produkcji. Gitary pracują z eleganckim brudem, sekcja rytmiczna trzyma ciężki, sensualny puls, a wokal Henry’ego prowadzi z napięciem, jakby każde słowo miało swój własny cień. To album, który nie udaje retro, on je przetwarza, nadaje mu własny charakter i elegancko brudny sznyt.

Moja ocena: 4.5/5
 

Komentarze

Popularne posty