Hellmaze - Dead Flesh Rising - (2026)


 

                    Zespół Hellmaze powstał w 2018 roku, wydając rok później swoją debiutancką EP‑kę. W 2026 roku formacja prezentuje pierwszy pełnometrażowy album zatytułowany "Dead Flesh Rising". Materiał porusza szerokie spektrum tematów od poważnych refleksji po humorystyczne akcenty  zachęcając publiczność zarówno do dzikiego pogo, jak i chóralnego wykrzykiwania refrenów. Hellmaze z powodzeniem koncertował na festiwalach i w klubach w Danii, Niemczech i Polsce, konsekwentnie poszerzając grono odbiorców i zdobywając oddanych fanów w tych regionach. Zespół tworzą doświadczeni muzycy, którzy od trzech dekad współtworzą duńską scenę metalową. Ich unikalne brzmienie łączy drapieżność z melodyjnością, czerpiąc inspiracje zarówno z klasycznego, jak i nowoczesnego metalu. Dzięki temu każdy koncert Hellmaze staje się potężnym, energetycznym i niezapomnianym przeżyciem. Okładka albumu przedstawiająca gnijące zwłoki wyłaniające się z pola kukurydzy w klasycznym horrormetalowym stylu doskonale oddaje estetykę i klimat "Dead Flesh Rising". 

 

                 

 

                     Utwór "Flesh" otwiera album energicznym, szybkim thrash metalem z wyraźnym, profesjonalnym brzmieniem. Hellmaze od początku stawiają na dynamikę, mocne riffy i zabawowy. Wokal Rafała „Stoffera” Malewskiego balansuje między growlem a bardziej klasycznym, przypominając delikatnie Sodom co tworzy wyrazisty kontrast między zwrotkami a refrenem. Kompozycja łączy klasyczny charakter z nowoczesną techniką i klarowną produkcją. Piosenka "Slave" to intensywny, chaotyczny i agresywny numer, w którym gitarzysta popisuje się żywiołową, momentami szaloną grą. Wokale przeplatają się między wysokimi wrzaskami a szorstkimi growlami, tworząc brutalną mieszankę, jest mniej melodyjny, ale posiada mocne riffy łącząc techniczność z bezkompromisowością. Kawałek tytułowy "Hell And A Maze" pokazuje zdecydowanie melodyjne oblicze zespołu, ale nie tracąc przy tym ciężkości i agresji, słychać tutaj masę energii która galopuje w gniewnej atmosferze. Numer "Killing Time" ma w sobie progresywne podejście, i różnorodność brzmieniową i sprawia wrażenie dopracowanej, przez melodię, tempo oraz grę gitar. Utwór "K.F.T." jest zdecydowany, oparty na potężnych riffach i wyraźnych wpływach heavy metalu, z dużą ilością agresywnej energii w mieszance z thrash metalem. Piosenka "Rising Up" jest ciężka, agresywna, robi wrażenie pod względem intensywności i spójności. Co ciekawe kawałek "King Of Suffering" zawiera sporo różnorodności i zmienności tempa, a połączenie growlu, śpiewu i krzyku robi wrażenie, jest tutaj nieprzewidywalnie z agresywnym uderzeniem. Numer "Moshpit Bukkake" to najbardziej energetyczny i rozpędzony na płycie, oparty na szybkim tempie oraz mocnych riffach. Gangowe okrzyki i powodowanie klimatu moshpitu robi wrażenie, i z dumą wieńczy dzieło. 

 

                    "Dead Flesh Rising” to album, który nie odkrywa thrash metalu na nowo, ale daje dokładnie to, czego można się spodziewać po melodyjnym, energetycznym thrashu. Hellmaze gra z luzem i wyraźnie dobrze się bawi, co przekłada się na klimat płyty, bardziej imprezowy i buntowniczy niż ambitny czy eksperymentalny. Słychać wpływy lat 80. i 90., a momentami nawet Lamb of God, posiadając przy tym sporo frajdy, energii i „thrashowego ducha”, który może przypaść do gustu fanom gatunku. 

 

Moja ocena: 4/5  

 

 

Komentarze

Popularne posty